List od pozostałej

 

List od pozostałej

Wszędzie widziałam znaki, popadałam w obłęd jak on, sprawdzałam sny, widziałam magiczne liczby, magiczne godziny, przeskakiwałam nie co jeden lecz co dwa kwadraty…

„Umieram
za winy moje i niewinność moją
za brak, który czuję każdą cząstką ciała i każdą cząstką duszy,
za brak rozdzierający mnie na strzępy jak gazetę zapisaną hałaśliwymi nic nie mówiącymi słowami(…)”.

Po mojej twarzy płynęły łzy, niekontrolowane od kilku godzin… chyba. Czas stracił znaczenie. Byłam w wirze słów na tle fortepianu, jak w matni nie chcąc z niej wyjść. Doczytałam o tym jak zginął. Wyjęłam z szuflady i napisałam list do niego.  Najpierw wiersz. Lecz było to zbyt mało. W wierszu oddałam hołd poległemu.

W odpowiedzi na twój list od Pozostałej …

Usłyszałam tylko nuty

Ten fortepian w tle i zdjęcie czarno-białe

Nie szukałam a znalazłam w chwili zwątpienia kolejnego

Gdy ze snu wyrwać się chciałam

Przyszpilona tylko zadaniem które Bóg mi chyba zostawił

Umierałam tyle  razy jakbyś pisał o mnie wtedy

A jednak do mnie.

I szukałam zapomnienia w liczbach i matematyce

Sensu istnienia, muzyczny podkład i głos

Wyrwał mnie ze mnie i zatracenia

Więc znałam Ciebie ze słyszenia

Tak widać miałeś dać mi nadzieję

Symbol mojego wieku gdy Ty odszedłeś

Piszę więc fraszki o mnie  i do mnie

Ty z hiszpańskiego przekładałeś wiersze

Czy wyprawili Ci pogrzeb taki katolicki ?

Polański wybrałeś ? Wszak za tą ojczyzną tak bardzo tęskniłeś.

Ja tego lata hostię przyjmowałam

Więc droga Twej słabości a może bycia mężczyzną

Któremu łatwiej porzucić nadzieje i nie miał dla kogo żyć

A kobieta puch marny musi

Ty szedłeś ja siedzę może pójść powinnam

A na pewno dziś wstać

Lecz dokąd zapytam, byłam tam gdzie Ty byłeś

To takie proste zatopić się w klawiszach i odpłynąć w nieznane

Nie było przyjaciela, który by dłoń podał ?

Nie było

 

Pozostali piszą wiersze układają piosenki

Światy nasze wczoraj zaszły gdy ja duszę oddałam

Światu temu co zielony i słoneczna ma Hiszpania

Najpierw usłyszałam piano łaciński zwrot mnie zachwycił

Śmierci skosztować nie chciałeś czy po prostu na wspak napisane

Co każdy zagubiony tak czyni

Umierałam wiele razy jak Ty wtedy

Wiem dlaczego to z miłości, braku jej a może smaku

Co odbiera życie nasze listem swoim do mnie jakby

I do wielu co polegli dałeś więcej mi nadziei

Więc ta śmierć nie była przypadkowa

Może promyk posłałeś ostatni

Wszak śmierci nie chciałeś a żyć nie potrafiłeś

Dlatego tę siłę całą otrzymałam

W roku leszczyny zapamiętałam wszystko

Fortepian w tle bym odnalazła ten wiersz

Był Twoim ostatnim kto tytuł nadał mu ?

Swoim odejściem oddałeś mi siłę

Kobieta mocniejsza tak pomyślałeś

Silniejsza będzie, będzie miała dla kogo żyć

I tak się stało bo tylko już dla niej

Zadanie nie jest łatwe, śmierć taka prosta

Gdy pokonasz lęk i utulisz się zmęczeniem

Zapomnieniem i tęsknotą za dotykiem za miłością

Za radością i nadzieją

Za uśmiechem i za wiatrem

Za ptakami i za lasem

Za oceanem i morzem bezkresnym

Dotyku

Pozostawiłeś nas żołnierzy

Dałeś mi tarczę i łuk latem

Wybrałam wszak życie śmierć musi poczekać

Umierałam

Za mą niewinność i winę

Którą moją nigdy nie była

Za ludzką podłość i ratowanie świata

Nie odejdę więc do Pana

Póki mam dla kogo żyć

Długość zapisu twych słów dla mnie

Pięć i pięć i znowu ten kod

Obłęd mi dany tak znany mi wiesz

Kryjemy my wszyscy w uśmiechu lub morzu łez

Szydercze słowa goszczą dzisiaj wszędzie

Idealiści odeszli w nieznane

My rycerze znajdziemy uspokojenie na planecie naszej zielonej

Wiem jak Ty ale i wiem co ja

Nie odejdę w nieznane

Boli strasznie każda cząstka ciała niekochanego

Dlatego głos nie słowo napisane

By chociaż on był nadzieją

Otworzyłam klatki wrota

Dusza samotna od chwili narodzin

Lecz nie do śmierci

Bo takich jak my zapewne jest wielu

Nie wiem jak oni ale ja żyć będę

I nie ulęknę się i nie poddam

Samotna być może

Przemieniona lecz za życia

Nie żyłeś w moich czasach

Gdzie wielu z nas w Internecie zamiast wypić herbatę

Spojrzeć sobie w oczy bez szyderstwa i bez złości

Bez lęku i trwogi

Żyć samotnie nie mogąc umrzeć

Trwała jest miłość i trwała tęsknota

Absurd totalny stworzony przez nas samych

Wszak nie cała umarłam

Snem jest to życie a może we śnie żyjemy

Im dłużej o tym myślę tym bardziej chcę stąd uciec

Nie ma dokąd, bo nadzieja raz odebrana na stałą tutaj

Jak mrówka w pocie czoła w trybikach systemu

Wyjść ku słońcu gdy stoi w zenicie

To wtedy woła nas życie

Nie potrafiłam jak Ty kochać już miłością ziemską

Twoja śmierć dała mi odwagę

By żyć dla siebie

Bo życie boli bardzo, każdego dnia skorupa coraz silniejsza

By nie płakać już więcej zamknęłam się szczelnie

Lecz wyjść muszę do świata bo zadanie mam tutaj

Chciałam zbawiać świat cały i potrafić w nim żyć

Umierałam trzy razy by nauczyć się siebie

 

Chciałeś od wszelkiego złego ludzi wszystkich uratować

I świat cały i tak się też stało bo zbawiłeś tym mnie

A jeśli jedna dusza to wiele

Będę twoim światem byś odkupienie od Boga tym dostał

 

A gdy przyjdą po mnie nie lękam się już śmierci

Walczyć będę do końca bo o wiele trudniej jest tutaj żyć

– podpisano pozostała