Nueve znaczy droga – Rachela

Już od progu unosił się zapach kwiatu czarnego bzu. Gdy weszłam do jej kuchni aromat pyłku rozgwieżdżonych maleńkich płatków, niczym kaskada białego drobnego kwiatowego puchu wbijał się w nozdrza. Na stole na kawałkach papieru do pieczenia i na pięknej czerwonej chuście leżały kwiaty bzu, niektóre jeszcze na zielonych gałązkach, inne już rozdrobnione. Zajmowały cały stół. Czarna kotka tarzała w tym kremowym pyle, jakby brała w nim kąpiel, odurzona jego wonią. Najpierw zanurzała nos, potem cały pyszczek, powolnym ruchem taniec na kwiatach kończyła turlając się w nim cała. Upojona tym zapachem, pokryta żółtym pyłkiem zapadała w swoisty trans. Właścicielka nie zwracała na nią uwagi.  Śmiała się.

– Czuje Pani ten zapach? Jestem szczęśliwa, gdy czuję ten zapach.

Na oknie w wysokiej szklance dogorywały konwalie. Sezon już się skończył, kupiła ostatnie kwiaty na rynku,  nie mogła się z nimi rozstać. Wiedziała, że  kolejne dopiero za rok. Wiec upajała się ostatnim widokiem tegorocznych konwalii. Obok w pięknym białym pękatym wazonie kwitły czerwone i różowe piwonie, granatowe chabry, lilie, niebieskie niezapominajki i kilka maków.

Widok cudowny. Za oknem stary klon kołysał się delikatnie na wietrze Gdzieś w gałęziach pochowały się ptaki, słychać było tylko ich odgłosy.

Nagle jakby potrafiła czytać w moich myślach, zapytała:

– Odróżnia Pani głosy ptaków ?

Zawsze zastanawiałam się, kto siedzi na gałęziach, czy to różne gatunki, czy one śpiewają głosami podobnymi, czy jednak każdy innym. Czy to są całe rodziny? Czy zamieszkują na tym drzewie co rok te same, czy co roku drzewo zasiedla inna para ?  Słowo rodzina i nawet sama myśl o niej sprawiało, że moje gardło zaczynało drżeć, a ciało przeszywał ogromny chłód. Nieraz drżałam cała, nie mogąc uspokoić emocji i tego chłodu, którego żaden piec nie był w stanie ogrzać.

– Zawsze mnie to zastanawia – odparłam. – Chciałabym kiedyś nauczyć się rozróżniać ich głosy.

Miałam wrażenie, że za chwilę otworzy laptop leżący wśród kwiatów bzu i rozpocznie niczym nieskrępowane poszukiwania w czeluściach netu odgłosy ptaków, zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. Moja obecność w niczym jej nie przeszkadzała. Czułam, ze mogłabym zamieszkać na tym jej stole wśród białych kwiatków, leżeć na puchu z pyłów niczym te robaczki, które właśnie jeden po drugim opuszczały swoje domki.

To tak zachowuje się człowiek wolny? Ma pomysł i od razu go realizuje?  Wyrwała mnie z tych rozmyślań:

– Dzięcioł, to znam, wiem, nauczyła mnie przyjaciółka.

– To ona nauczyła Panią przepisu na szczęście?

– Poniekąd tak, ona chyba była drogowskazem. W lesie zawsze nasłuchiwała dzięcioła, i musiała go odnaleźć, dopiero wtedy mogła spokojnie wyjść z lasu. Myślałam, że to jakaś fanaberia, takie lansowanie się, wtedy mnie to drażniło, bardzo drażniło. Kiedyś spróbowałam sama, weszłam sama do lasu, słyszę: dzięcioł. Gdy zaczęłam go szukać, zobaczyłam, że to niezła zabawa. Nagle patrzysz na te same drzewa tylko inaczej. Widok ten sam, ale twoje oczy są inne, twoje spojrzenie, szukasz czegoś innego niż zazwyczaj. Czujesz, że las i ty to jedność, jesteś nagle zaciekawiona, co się kryje za gałęziami, co jest na drzewie obok, gdzie jest ten dzięcioł, budujesz całe historie. Nagle poszerza Ci się horyzont. Nie jest to już wąska dróżka w lesie, którą idziesz, lecz nagle cały las, niezmierzone przestrzenie, całe konary, całe niebo które dostrzegasz. Szukasz dzięcioła, ale widzisz całość. To tak jakbyś nagle, szukając mleka w sklepie, zobaczyła jednocześnie wszystkie półki na raz.  Słyszysz dzięcioła, ale i inne ptaki, dochodzą do tego zapachy. Słyszysz tego ptaka?  Ten jest inny.

Siedziałam w jej kuchni upojona zapachem bzu, czułam się jak w transie i ten kot, który bezkarnie tarzał się w jedwabistych kwiatkach bzu.

Wchodząc do jej kuchni przekroczyłam magiczne miejsce. Weszłam do niego, ale wiedziałam, że właściwie to kot ma tu większe prawa od ludzi, tym bardziej ode mnie. Patrzyłam na niego z lekką irytacją, wiedząc, że ona z kwiatów zrobi potem nalewkę.  Chyba znowu odczytała moje myśli.

– Proszę, ta jest zeszłoroczna. Już nabrała mocnego charakteru. Została mi jeszcze pigwa i aronia. Ale ta jest najlepsza.

Kot najwyraźniej tez zrozumiał, że mam opory wiec grzecznie zszedł ze stołu. Nasycił się już zapachem.