Mój motocykl

holandia-34-rower
akwarela Ewa Suchy

Ilość dróg, które przebyłam wystarczyłoby na napisanie kilku scenariuszy filmowych i każdy z nich byłby niezłą mieszanką romansu, melodramatu czy tragikomedii.

Widzisz wędrowca, siadasz obok niego, myślisz że to Twój długo wyczekiwany autobus, okazuje się być trolejbusem, hulajnogą lub czasem odrzutowcem a Ty dopiero prawko odebrałaś i to na motocykl a nie na F35. Najgorzej to uczepić się kogoś takiego jak bluszcz,  zamiast czerpać siłę i łapać pomysły na własne życie. A więc była hulajnoga, był meserszmit, nawet riksza i spacer po wodzie,  była przejażdzka tratwą i zawody skoku w dal, gdy nagle przy ławce spotykasz motocykl. Podchodzisz, spoglądasz z zachwytem, przykurzony ale błyszczy, idealny kolor, sangwiniczny, trochę odlskulowy idealnie dobrany dla Ciebie.

Siadasz, przekręcasz zapłon, prawa dłoń lekko przechodzi do przodu.

Siadasz od razu i rozwijasz prędkości jakie chcesz, wybierasz tereny jakie chcesz, lecz motocykl ma duszę i nie czeka na deszczu na łaskawego kierowcę.

Jedzie obok Ciebie ilekroć się nie spodziewasz a może i czujesz ? Zawsze jest obok.

Zatarłaś mu lekko silnik więc Cię wysadził z siodła, i karze iść piechotą lub co gorsza podsuwa od dawna zardzewiałego meserszmita gdzie olej nie jest produkowany od lat świetlnych.  Zdejmujesz więc szpilki, idziesz boso, rozglądasz się, bo wiesz, że twój motocykl to ma oczy i burczy delikatnie wydając słodki odgłos.

Idziesz boso, dotykasz ziemi, czujesz życie przez stopy, stawiasz je całe by poczuć wibrującą czarną glebę.  I nagle w najmniej spodziewanym momencie lub tym najbardziej spodziewanym widzisz zaparkowany motocykl czekający na Ciebie który pyta : no mała co tak długo szłaś ? Ja tu czekam i marznę, opony zimowe mi załóż i ruszamy w drogę.

Cdn.