Gdy Bóg zszedł na ziemię

ceramika Agata Maksymienko

 

 

Gdy Bóg zszedł na ziemię

Nie ten łaskawy i dobry

Lecz wszechmogący

Witalność i siła

I moc tysiąca słońc

Tak zejść na ziemię i nie móc jej zniszczyć

Wkurwieniem swoim i bezsilnością

Na ludzką głupotę a może i własną ?

Więc Bóg ten zesłany razu pewnego

Zszedł na Ziemię mój kolego

By bez swojej mocy ukrytej w nim tylko

Doświadczać wszystkiego

Od bycia panem po mrówki żywot

Zdeptaną pobita zmiażdżoną i skrytą

Bez sił wszechmogących

Odebranych mu tuż przy narodzinach

Gdy wybiła dla niego wielka godzina

Zszedł na ziemię zobaczył swe ciało i zapłakał

O ja pierdzielę znowu jestem człowiekiem

Nie mogąc użyć swych nóg by uciec

Zakrzyczał na matkę i przywarł do cyca

W cichości ssąc mleko pomyślał nieborak

Co los okrutny moc mu odebrał

Gdy ja dorosnę to tak wam pokarzę

Mą moc i siłę

Ilekroć powstawał w orężu i zbroi

Na matki ciele szukając schronienia

Pech to czy szczęście ta moja rodzina

A może wyrocznia

Co mi dała syna

Pomyślała matka i utuliła swe dziecko

Boże dopomóż bym go dobrze wychowała

Dać mu wolność i wolną wolę

Czy kierować delikatnie ?

Dwa serca w matki ciele

Los okrutnie sobie zadrwił

Dam ci syna będzie łatwiej

Daj mi córkę przeżyję to jeszcze raz

Nie popełnię błędów matki

Czy aby na pewno ?

Dam Ci bliźnięta to dopiero będzie

Mi prezent od losu

Bóg zszedł więc na ziemię

Zobaczył swą moc ujarzmioną

Siłę onyksu szczelnie zamkniętą

Dobędziesz jej gdy staniesz się dobry

Dla siebie dla ludzi dla świata miłości

Zatrzymany pociąg w zwolnieniu się toczy

Bóg zapłakał z bezmocy

Absurdu swego istnienia

Nie o absurd tutaj chodzi lecz Twój rozwój osobisty

Ssij dalej mleko  lub naucz się chodzić

Jeśli źle postawisz stopy sam się potkniesz

Uważaj więc co robisz Boże i rób to dobrze

Odebrana jego zbroja i oręże

I dostał Bóg worek dóbr wszelakich

Łataj ceruj dźwigaj daj innemu

Wrzuć do wody potem wysusz

Nałóż kamieni lub ptasich piór

Co wybierzesz będzie Twoim

Złego licho nie bierze

Głosi legenda

Nie strzelaj samobója nie tędy droga

27 i nie wierz co za bramą

Geniusze umierają młodo

Więc wstawaj mój Boże i rób śniadanie

Dla siebie dla dzieci dla ludzi wokoło

Uśmiechnij się

Wiem, że chcesz świat podpalić

Lecz zginiesz w pożarze

Usiądź wygodnie rozejrzyj się wokoło

Ty jesteś światem a świat jest Tobą

I Bóg zapłakał a potem …

Każdy wie co sam zrobił.

Toruń, dnia 10 listopada 2016 – Vilin.