Ostatnie Dmuchawce

Akwarela

– Wszystko w tym domu się psuje, najbardziej szwankuje  łazienka, to serce domu a wszystko się w niej zepsuło, odpadło. – Powiedziała kobieta.

– Może dom gniewa się na Ciebie ? – Zapytał Mężczyzna.

– Dlaczego miałby się gniewać ?

– On od dawna wie, że poszukałaś nowego, wyprowadzasz się, Twoja energia została w nim a teraz go opuszczasz. Karmiłaś go swoimi snami, łzami smutku przy kuchennym stole i kroplami miłości gdy gotowałaś obiad.

– Według pięciu przemian. – Wtrąciła Kobieta.

– Jak zwał tak zwał, 5 to cyfra miłości i obfitości jak cyfra ilości Twoich kotów i 5 domu astrologicznego w którym Jowisz władca miłości rozgościł się na dobre, w nowym domu. Stary dom jest więc na Ciebie bardzo zły.

* * *

Nie będzie Tu Pani szczęśliwa – powiedziała Wiedźma, która rzuciła zaklęcie, gdy robotnicy kopali mój ogród. – Nie uszanowała Pani święta ani mojej prośby, by ogród zostawić dla mnie, on należy do mnie, chciałam by sadziła Pani w nim kwiaty ale miał należeć do mnie. Wzięła go Pani siłą i sprytem, chciała pokazać, że jest ważniejsza, nie dopilnowała i robotnicy kopali w Matki Boskiej Zielnej. Nie uszanowali święta z Pani powodu. Kto nie szanuje święta pracował będzie nawet w niedzielę. Tu szczęśliwa Pani nie będzie, bo ogród odbiorę.

* * *

– To wtedy rzuciła zaklęcie. Dom bez ogrodu nie ma już swojego uroku, ona też go nie uprawia, służył do zupełnie innych celów, ale magią sprawiła, że w domu nie jestem już szczęśliwa. Kiedyś próbowałam przywrócić szczęście w domu, poprosiłam kogoś by przywiózł mi z dalekiego kraju koraliki szczęścia, taki modlitewnik z kamieni. Dotykasz dłońmi każdy kamyk i modlisz się wypowiadając w kółko to samo zdanie. – powiedziała Kobieta,

– Jaka to Religia ? –zapytał Mężczyzna.

– Nie ma znaczenia, nie ma ich zbyt wielu, wydawało mi się to niezwykle magiczne. Magiczny kolor Kamieni i magiczne zaklęcia słów, których nie rozumiałam, Dodatkowa magia, że w te kamienie podobno religijnie ważny i uznany autorytet wpuścił zaklęcie, które mogło mi pomóc. Były na zwykłym Sznurku, a ja wymarzyłam sobie dodatkowo Sznurek magiczny, przywieziony z dalekiego magicznego miejsca. To o ten Sznurek kiedyś wybuchła afera w domu. Ktoś go dla mnie przywiózł, inny nawlekał Kamienie, które nie chciały wejść na kolejną magię.  Więc zaniosłam Kamienie do jubilera by zrobił w nich większe otwory. Niestety, Jubiler nie przyjął zlecenia. Magiczny Sznurek pozostał samotny a Kamienie nie do końca nawleczone zaczęły z sobą toczyć jakieś Walki o Magię. Poplątały się tak skutecznie, że nie mogłam ich przekręcać i się na nich modlić.

 

Odkąd chcę sprzedać Dom każdy Wędrowny Kupiec sprzedaje mi swoje gusła i zabobony. Jeden mówił, że Demon mieszka w tych Kamieniach od innej Religii i mam je wyrzucić. Więc rano zakopałam pod różami, nieopodal ogrodu. Inny kazał palić świece podczas Pełni Księżyca, kupiłam więc spory zapas świec. Kolejny mówił o swojej Religii jako Religii miłości, jedynej, która nie uznaje dnia narodzin ani dnia śmierci, gdyż mamy żyć wiecznie. Kolejny zaś prawił o filozofii pokoju, która traktuje innego świętego jak proroka, który z kolei powywracał stoły w dniu świętym, gdy kupcy w jego świątyni nie uszanowali dnia dla wypoczynku duszy od trudu tygodnia pracy. Rzucał zaklęcia i inne gusła, podobno uchronił kogoś od śmierci i wielu pomagał. Jedni prawią o pokoju ale wpuszczają magiczne zaklęcia do swoich kamieni, skąd więc mam wiedzieć, czy te zaklęcia są Boskie czy Demoniczne ? Mam wierzyć, zaufać, liczyć że Kamienie z dalekiego kraju są lepsze bo egzotyczne ? Odrzuciłam więc walkę tego od stołów w świątyni i poszłam jak Baranek za innym Pasterzem. Gdy inna osoba mówiła, że w tych kamieniach może być Demon, zakopałam je pod tymi różami. Pojechałam do nowego Domu, zawiozłam najpierw Koty. Zrobiłam im domek pod drzewem. Nie bałam się zwierząt lecz innych ludzi. Następnego dnia pojechałam do Kotów i nowego Domu, by sprawdzić, czy im tam będzie dobrze, czy dobrze będzie mnie.

– Wypuściłaś czyli zwiadowców ? – Zapytał Mężczyzna.

– Idąc ulicą stwierdziłam, że skoro w tych zakopanych Kamieniach są Demony i to one nie pozwalają mi sprzedać starego domu, muszę je zabrać więc z sobą do nowego. Nie pamiętałam pod którym krzakiem róży je zakopałam.  Szukałam więc wszędzie. Była wiosna gdy je zakopywałam a teraz wszystko zielone. Ale znalazłam miejsce. Kamienie były w bryle lodu, mimo początków lata, zaledwie kilka centymetrów pod ziemią. Obmyłam je więc wodą, zamiast na czerwony magiczny sznurek włożyłam je do czerwonej miski, tej którą dostałam od mamy, z którą się pokłóciłam i dumna jak paw w głową uniesioną na wysokości 11 piętra przechadzałam się jak lwica ze zdobyczą. I nagle wyszła Wiedźma. Nigdy nie widziałam w niej nic pięknego, nie lubiłam jej. Ale tym razem w dłoniach miała piękny wełniany szal, w moich kolorach. Zawsze ilekroć się widziałyśmy obie doskonale wiedziałyśmy, jakich słów nie wolno nam używać.

– Trafił swój na swego co ? – zaśmiał się mężczyzna.

– Kobieta…

– To nie Wiedźma ?

– Kobieta całe życie używała magii, nie rozumiejąc, że są wybory serca. Powiedziała kiedyś zdanie : „cnota to jest brak okazji”. Nie zrozumiała, że niektórzy wyznają inne wartości w życiu. Ale pokazała mi, że magia jest silna i ogród mój czy jej zabrała. Gdy zobaczyłam szal bezwiednie powiedziałam  :

– Ma Pani piękny szal

– Oj, to pewna starsza pani go dla mnie zrobiła. Ta wełna jest taka miła, naturalna, lubię naturalne materiały.

Zaczęła opowiadać o splocie a jakiej włóczki został wykonany.

– Do brzegu, do brzegu.  – Powiedział zniecierpliwiony Mężczyzna.

– Wzięłam do samochodu więc te kamienie, kartkę z napisem dla sąsiadów, by dbali o nasze koty, by ich nie niepokoili, wizytówki z moim nazwiskiem, i kartki na szczęście dla okolicznych dzieci. Bałam się, że ktoś kotom mógł zrobić krzywdę.

– Po co miałby to robić ? – Zapytał Mężczyzna.

– Wzięłam więc tabliczkę z narysowanymi kotami, młotek i gwoździe, by tę tabliczkę z tą moją prośbą umieścić na dym domku pod drzewem, gdzie koty mieszkają. Gdy zajechałam była cisza, słychać było tylko ptaki. Była niedziela, ludzie w białych koszulach chodzili po podwórkach. Koty były na dachu domku, zamiauczały gdy mnie zobaczyły. Zeszły same, największy zachowuje się jak pies.  Od chwili narodzin najsilniejszy, najdłużej karmiony, spał i jadł całe kocie dzieciństwo. Przepychał się od zawsze. Z oddali miauczała najmniejsza kotka, schroniła się pod stertą desek.  Mój koci pies pokazał mi okolice. Koty zaopiekowały się sobą same. Gdy nadszedł kot sąsiadów najmłodsza stanęła do obrony stada. Kot sąsiadów nie zamierzał uciekać, ale go przegoniłam.

– A Kamienie ? – Zapytał Mężczyzna.

– Na sąsiednim podwórku ludzie rozmawiali w białych koszulach, dzieci szły na spacer. Ja wyjęłam łopatę i chciałam zakopać kamienie. Przed wejściem do domu, by miały przed sobą przestrzeń całą. Przypomniały mi się słowa Kobiety, że wtedy nie uszanowałam dnia świętego. Przestraszyłam się więc magii i czym prędzej tą samą łopatą kamienie odkopałam. Pogłaskałam kota, przeszłam się z nim na spacer, powąchałam kwiaty jabłoni, które właśnie zapylały pszczoły.

– Co zrobiłaś z Kamieniami ? – Zapytał Mężczyzna.

– Umyłam je, wzięłam do dłoni i wystawiłam na działanie promieni słonecznych. Są piękne. Może z nich coś zrobię. Nie zabiorę ich do Starego Domu a w Nowym na razie nie ma na magię. Nie bardzo wiem w kierunku której Religii mam pójść, w kierunku Religii idealnego pokoju, gdzie jednak może czyhać Demon bo w tekstach tej Religii wiele jest o tym napisane, wedle słów wędrowca,  gdzie czarne i białe się przeplata a ludzie mylnie rozumują, czy w kierunku gdzie walki dobra i zła, gdy walka ta jest walką otwartą, czy też w kierunku wierzeń Jowisza i ruchu planet czy może jednak obrony kotów przed nie wiadomo czym czy kim.

– Co więc zrobiłaś ? – Zapytał Mężczyzna.

– Wzięłam od Kobiety jej moc i siłę jak ona chciała ode mnie. A ha, zapomniałam powiedzieć. Przy naszym ogrodzie zaparkował samochód, kobieta wsiadła do niego, a młodej dziewczynie podała swój piękny szal. Tą młodą kobietą była jej synowa, a ogród był wianem w posagu dla niej, by raz w tygodniu Kobieta w niedzielę mogła założyć swój szal i pojechać samochodem z synową do ich nowego domu. Ogród pozostał pusty, nie chcieli go, mieli inne plany.

– Wybaczyłaś więc jej, że zabrała ogród, zabrała spokój, nauczyła czarować, niechcący ale jednak, bo te kamienie co zakopywałaś i odkopywałaś w dzień Świętym wybaczyłaś i ot tak prawisz z nią o Szalu ? .

– No tak, bo obiecała, że zapyta kogoś kto takie szale robi czy i dla mnie nie zrobi.

– Kompletnie nie rozumiem Kobiet. A gdzie morał tej opowieści ?

– Syn bardzo kłócił się z Matką, Synowa jednak przyjeżdżała po nią w każdą niedzielę i zapraszała do nich na obiad. Ten szal był dla mnie synonimem, że za miłość czasem trzeba płacić. Szczególnie, gdy jest się Wiedźmą.

– A Koty ?

– A te, gdzieś poszły spać. Kartki nie powiesiłam, Demony pogoniłam, ukłoniłam się Sąsiadom. Posłuchałam Pszczół. Kamienie włożyłam do kieszeni, by zawsze pamiętać, że Droga do Miłości nie zawsze jest drogą pokoju, czasem to droga czystej manipulacji,  pokrętnych myśli, walki wręcz czy z ukrycia. Wszystkie świecidełka zabrałam z sobą. Naturę zostawiłam w opiece Sił Wyższych.

– To dlaczego przegoniłaś Kota sąsiadów, gdy chciał wejść na teren waszych Kotów ? Dlaczego nie zostawiłaś tego we władaniu Boga Kotów.

– Bo strzeżonego Pan Bóg strzeże.

* * *

Na łące rosły ostatnie kwiaty marzeń, dmuchawce. Wypuściłam całe powietrze z siebie i magią w czystej postaci dmuchnęłam w nosek kota. Nie zerwałam ich, zostawiłam w ziemi a na wiatr puściłam spokój serca.