Nueve – odcinek 3

 

 

W głowie brzmiały jeszcze słowa Marii.

– Kreowanie rzeczywistości to banalnie prosta sprawa. Jest jeden warunek, wypłacz cały ból, który masz w środku, z każdego życia, a Twoje wnętrze pokaże Ci rzeczywistość, której teraz potrzebujesz. Inaczej ból ten nie pozwoli Ci kreować Twojej rzeczywistości lecz marzenia innych. Z bólem wewnątrz Ciebie jesteś niewolnikiem innych, sama się nim stajesz. Nikt Ciebie nie zniewala, nikt nie robi z Ciebie ofiary ani chłopca na posyłki. To Twój wybór. Stajesz się nim na tysiące sposobów, od nieumiejętności powiedzenia „nie”, po reagowanie na zachowanie innych. Z chwilą, gdy przestaniesz reagować na obce energie, zajmując się tylko swoją, będziesz potrafiła kreować swoją własną rzeczywistość. Jeśli jedziesz nad morze, nie potrzebujesz tłumu, tylko siebie. Kobieta nie powinna być jednak sama, dlatego szukasz dopełnienia. Masz dzieci, miałaś męża. Za kim tęskni Twoja dusza? Za miłością. Dusza nie tęskni za koleżankami i tabunem znajomych. Twoja dusza tęskni za dłonią ukochanego, za jego czułym dotykiem. Wypłakany ból pozwoli Ci jasno precyzować swoje oczekiwania i śnić już na zawsze swój własny sen. Nie bój się być autentyczna, nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Życie nie stanie się prostsze, gdy zrezygnujesz z siebie.

Bardzo długo nie rozumiałam słów kobiety, która zdawała się mówić w obcym dla mnie języku. Niby rozumiałam każde słowo, lecz zdania brzmiały zupełnie obco.

Pojawiła się niby przypadkiem, znikąd, jak dobra dusza, która zjawia się w chwili dla nas najważniejszej. Zrządzenie losu czy zwykły zbieg okoliczności a może moje modły zostały wysłuchane ? Tak po  prostu i zwyczajnie ? Jego fascynacje były dla mnie bez znaczenia, nawet drażniły mnie, zachwyt czymś, światem, ludźmi pasjami, do których ja jednak nie miałam prawa wstępu. Przecież nigdy nie powiedział – Skarbie usiądź obok mnie, zobacz jacy świetni ludzie są na tej grupie.

Żyliśmy pod jednym dachem a jednak jakby każde w oddzielnej komnacie, zajęte sobą, spotykaliśmy się w kuchni, lecz bynajmniej każde z nas, no może tylko ja albo on, a może wspólnie, zapomnieliśmy o celebracji posiłków. Jakiś odwieczny kod nakazywał nam jednak wspólnie jeść śniadania, obiady, kolacje. Byliśmy tak razem samotni, a może tylko ja byłam, tą samotnicą. Może on zwyczajnie świetnie się bawił, na tych forach, z innymi ludźmi, beze mnie, do których ja też nie miałam prawa wstępu. Gdy odszedł samotność była jeszcze większa. Smutniejsza. Wcześniej była surowa, zimna. Z chwilą gdy wiatr zamknął za nim drzwi, zatrzasnął z hukiem, on je tylko otworzył a natura zrobiła swoje, w ułamku sekundy samotność zrobiła się po prostu szara, bez wyrazu. Jak opadła szadź na dnie wulkanu, który nie miał prawa nigdy czerpać ze swych potężnych mocy. Miałam wrażenie, że znajdę go na tym forum, grupie ludzi, z którymi dzielił się pasjami. Było ich zbyt wiele a ja nawet nie wiedziałam od czego zacząć, gdzie go szukać ?

– O Boże, ten ptak znowu mi nasrał.

Dłonią wytarłam ptasią wydzielinę z klawiatury. Spojrzałam się na niego groźnie.

– Przysięgam, że Kovu cię w końcu dorwie. – i po chwili pierwszy raz od niepamiętnych czasów zaśmiałam się. Przecież ten ociężały kocur nawet nie potrafi podskoczyć a co dopiero upolować ptaka, gdy nawet przysiadywał na chwile na jego misce z wodą.

To był ten dzień gdy wypuściłam Bastarda z klatki. Zazdrosna o wzajemną fascynację pomiędzy mężczyzną a krzyżówką kanarka ze szczygłem. I jego zafiksowanie na człowieku, którego ja nie potrafiłam w sobie obudzić.

– Nawet nie zapytałam, czy jesteś samczykiem czy samiczką ? Nie, no gadanie do ptaka to już lekka przesada.

– Mówisz do mnie – wtrącił się do tego uroczego monologu Kovu ociężale wdrapując się na stół – więc czemu nie do jego fascynacji, a właściwie wzajemnej adoracji, która poniekąd była powodem waszej alienacji, z prostego powodu Lena – Kovu mozolnie przesunął cała ciało obok laptopa. Nie można by nazwać tego zwinnym skokiem, jaki powinien uprawiać każdy kot, lecz wgramoleniem się na powierzchnię płaską, na wysokości zaledwie kilkudziesięciu centymetrów od krzesła, na którym zwykł ogrzewać mi plecy, a następnie posuwistymi ruchami lekko mamrocząc pod nosem po kociemu, wydając z siebie te odgłosy, przypominające – kiedy będzie kolejny posiłek ? ocierał się o pokrywę laptopa. Delikatnie przysunął nos do białej wydzieliny którą Bastard zostawił przed chwilą na klawiszach a lekka biała smuga nadal tam była.

– No bystrzacha z Ciebie ? – zaśmiałam się do Kovu.

Bastard przelatując nad klawiaturą zajął pozycje na karniszu od firany i jak w każdej sekundzie każdego dnia wydawał z siebie soczyste świergolenie

Od tamtego dnia nie otwierałam okien, aby nie wyleciał. Wtedy była zima, zrobiłam coś głupiego, jak dziecko, które wierzga nogami. Wypuściłam Bastarda z klatki, otworzyłam drzwi. A On przez nie wyszedł. Kotara, którą stanowiła muślinowa firanka, zawieszona w przedpokoju, delikatnie zsunęła się do podłogi. Pamiętam dzień, w którym mąż przyniósł prezent dzieciom, śliczny kolorowy ptaszek, który tak cudownie się nimi komunikował. Kot był zbyt ociężały od zawsze, by nawet pomyśleć o polowaniu na rajskiego ptaka. W nocy szyłam firankę, by gdy dzieci bawiły się z ptakiem ten nie wyfrunął przez drzwi, lecz tamten zachwyt, codzienna celebracja drobnych radości gdzieś mi umknęła.  Od tamtej pory, od chwili gdy muślinowa biała firanka wytyczała granicę pomiędzy nami, w środku zostałam ja,  i dzieci, a po drugiej stronie w rozległym świecie gdzieś tam był On, od tamtej pory samotność we dwoje przerodziła się w niezmierzoną otchłanią rozpaczy samotność w pojedynkę.

Przecież mogłam wybiec, zatrzymać Go, podnieść firanę, lecz ta nanosekunda, decyzja bez odwrotu, by jednak ten jego durny ptak nie wyfrunął, ta drobna a jednak tak ważna decyzja sprawiła, że siła, której byłam poniekąd sprawcą oddzieliła nas. Nie wiem ile dni upłynęło, ani dlaczego ludzie są wobec mnie od tamtej pory tak pobłażliwi, znoszą moje histerie.

– Wejdźmy zatem na którąś z grup o ptaszkach – uśmiechnęłam się do Kovu,  pogłaskałam go na znak porozumienia naszych bądź co bądź wspólnych kocich neuronów przebłysku geniuszu.

– No kto jest najmądrzejszy na świecie ? No bystrzacha Kovu.

To właśnie na grupie o pakach odezwała się do mnie Maria. Dobierała jednak podobne słownictwo, jakim zawsze posługiwał się On. Może to czysty zbieg okoliczności albo ludzie po prostu w pewnej grupie posługują się podobnymi frazami, wersami, doborem podobnych słów, a może sobie to wszystko wymyśliłam, lecz ilekroć Maria do mnie pisała, miałam wrażenie, że pisze do mnie część Jego, jakaś jego istotna wrażliwa strona duszy, która może chce albo woli tak się ze mną komunikować ? Może to ten moment, byśmy ponownie nawiązali dialog, nauczyli się siebie wzajemnie od nowa ?

 

– Zadajesz trudne pytania Lena, a ja nie mam w sobie łatwych dla Ciebie na chwilę obecną odpowiedzi. – Maria czasem zbyt górnolotnie jak On miał w zwyczaju wypowiadały własne tyrady, które w innych okolicznościach mocno by mnie drażniły, lecz szukałam Jego, a pokora nakazywała być cierpliwą.

– Lecz odpowiedzi – kontynuowała Maria – one są banalnie proste, ale wszystkie są w Tobie. Nie pozwól byś doszła do skraju rozpaczy i pochowała siebie, godząc się na nie wypowiadanie własnych myśli. Nie wiem którą drogę podejmiesz i jaka ona będzie, lecz zapewniam Cię, jeśli nadal będziesz podążała tą, którą obecnie stąpasz, koniec będzie tragiczny, dla Ciebie i dzieci.

– Potrzebny jest mi porządny seks.

– Przecież Ty tęsknisz za nim Lena, tylko nie chcesz sama przed sobą się przyznać. Nie potrafisz z nikim innym. Seks z osobą obcą to zbyteczna strata energii – pisała Maria. Miłosne połączenie dwojga zakochanych wolnych od traum pozwala na soczysty przepływ energii i wymianę boskiej siły, która uruchamiana jest w akcie miłości. Czakra sakralna jest zbyt ważna Lena, zbyt cenna, byś miała ją zmarnować na przygodną relację cielesną. To nie da Ci miłości.

– Na całe moje szczęście a może i nieszczęście nie jestem w stanie spotkać się z kimkolwiek. Jakby ktoś mi założył pas cnoty – wysłałam do Marii  uśmiech.

– Do jutra  Kochanie – napisała Maria i zielony ptaszek komunikatora zniknął. Jedyne połączenie moje z kimś, kto rozumie mnie absolutnie, nie ocenia i wszystko zniesie, z chwilą gdy zielony ptaszek znikał czułam się wyjątkowo samotna.

*  *  *

debiut literacki z roku 2016 r. w 21 odsłonach.

(odsłona 1 wydawana w odcinkach, reszta w druku)

„Nueve” (pierwsza część trylogii)

autor : Dorota Olpeter

na okładce akwarela Adama Papke, Przed Burzą