Jesień

nie wiem jak u Was, ale u nas jesień. Choć nie astrologiczna, to jednak obwieszczona jego obecnością. Zaczyna się niewinnie, ten przesmyk pomiędzy późnym latem a początkiem pory deszczowej. Ostatnie Pazie Królowej tańcem na szybie okna pokazują barwy, zbliżającej się kolejnej pory roku, ostatnie polne kwiaty układają się do ziemi, gubią płatki, czas zebrać nasiona. Deszczyk z rana, w południe i w zasadzie to już nieprzerwanie użyźnia glebę. Ziemniaki schowane do piwnicy przed deszczem, jeszcze nie są preludium jesieni. Nawet zaprawy na szybko robione, obfite plony, ususzone nasiona arbuzów, dyni, melonów. Jeszcze pranie czasem można na szybko na wietrze wysuszyć, choć z tym suszeniem od deszczu, mija się z celem, lecz celebracja ostatnich słonecznych promieni lata daje nadzieje, że może tak szybko nie odejdzie. Leniwa kawa przy zachmurzonym już niebie i odwieczne pytanie: może jeszcze lato zabawi nieco dłużej ?
I tylko ten cień, dostrzeżony kątem oka, szybko czmychająca zjawa, obwieszcza światu:
– oto jestem, tęskniłaś ?
– gdzie masz nasiona ?
– ziemianki do piwnicy schowała.
– tam stado tych futrzaków, musimy się tutaj rozgościć.
– posuszyła te wszystkie zioła, nasiona, widziałem ususzoną papryczkę,
– są płatki, jeszcze w paczkach,
– ale uszykowała stertę tych szklanych słoików, pozamyka to wszystko, co my zrobimy ?
– e damy radę, Jadźka bierz dzieciaki, wprowadzamy się.
* * *
I tak oto jesień zapowiedział tradycyjnie jak co roku, Stefan, mysz polna, która jak co roku wprowadziła się z rodziną, na swoje.